Zenaon Gierała

Legenda o Księżniczce Kunegundzie i zbóju Skaryszu

okladka-legenda-druk

Dziś opowiem wam o niezwykłej przygodzie księżniczki Kunegundy i zbója Skarysza – zaczął cichym głosem stary Maciej, gdy usiedliśmy w cieniu wierzb rosnących nad brzegiem rzeczki Kobylanki. Słońce zdążyło już ukryć się za najbliższymi wierzchołkami rosnących obok drzew, zapadał zmierzch i tylko snujące się od łąk pasemka mgły
przypominały nam o kończącym się dniu i nadciągającej nocy.
– Opowieść o nich – ciągnął Maciej – niech będzie dla was tak pouczająca
i ciekawa, jak wszystkie baśnie, które zapamiętałem z czasów mojego dzieciństwa, gdy wraz z innymi dziećmi słuchaliśmy sędziwego Kacpra, który je opowiadał. I choć dotyczyć ona będzie tylko jednego z wielu wydarzeń, które zachowały się o księżniczce Kunegundzie postaram się, aby podanie o niej było tak piękne, jak owe wijące się smugi mgły nad skaryszewskimi łąkami. Mam nadzieję, że pouczająca ta historia spodoba się wam i będzie na długo zapamiętana – stary Maciej spojrzał w stronę masywnej bryły skaryszewskiego kościoła, po czym ciągnął dalej.
– Działo się to dawno, bardzo dawno temu… w czasach, gdy żył w naszym kraju książę Bolesław zwany Wstydliwym, a jego żoną była księżniczka Kunegunda. Takie imię wówczas nosiła… Dopiero z upływem lat wszyscy zaczęli nazywać ją św. Kingą – wyjaśnił.
– Otoczony mokradłami i zagubiony wśród ogromnej Puszczy Kozienickiej mały Skaryszew szybko się wówczas rozwijał. Położony na szlaku handlowym prowadzącym przez Iłżę i dalej, znany był wszystkim podróżującym. Także wozy kupieckie chętnie tu na popas stawały.
Cóż, gdy trakt ów, znany kupcom od stuleci, nie był bezpieczny. Grasujące bandy zbójeckie nie darowały przejazdu nikomu i trzeba było wiele szczęścia, aby uniknąć napaści. Także tu, w okolicy Skaryszewa grasował słynny zbój, którego od naszej miejscowości zaczęto nazywać Skaryszem. On i jego banda od lat niepodzielnie panowali nad całą okolicą.
W tym dniu, o którym mówię, mały orszak księżniczki, złożony ledwie z kilku wojów i służby zmierzał w stronę Skaryszewa. Zapadał właśnie zmierzch i ciężkie drewniane wozy, w jakich wówczas podróżowano z trudem radziły sobie na podmokłej i wyboistej drodze. Jesienią i na wiosnę nie było mowy, aby tędy przejechać i trzeba było czekać zimy, aż nieprzebyte bagna zetnie srogi mróz i można je będzie przebyć bez przeszkód.
Tymczasem była pełnia lata i księżniczka Kunegunda po kilkudniowym odpoczynku w Iłży, upewniona przez wysłanników, że kałuże i bajora wyschły i trakt jest przejezdny, zdecydowała ruszyć do Skaryszewa. Siedząc teraz w głębi podróżnej landary, raz po raz z niepokojem myślała o zbliżającej się nocy. Zapadał zmierzch, a droga w stronę Skaryszewa wciąż gubiła się wśród potężnych drzew Puszczy Kozienickiej.
– Stój! – gardłowy okrzyk odbił się echem od ściany drzew
i zginął zagłuszony wrzaskiem kilkudziesięciu gardzieli. W zapadającym mroku blask palących się pochodni ledwie oświetlał uniesione w górę oszczepy napastników.
Widząc to, towarzyszący księżniczce rycerze otoczyli wóz. Błysnęły miecze…
– Kim jesteście, że odważacie się napadać na księżniczkę Kunegundę?! – stojący na czele orszaku woj, ruszył
w stronę pokrzykującej bandy. – Każę was wszystkich posiekać na kawałki!
Odpowiedzią był jedynie groźny pomruk. Banda najwyraźniej ani myślała ustąpić.
– Powiedziałeś, księżniczka Kunegunda? Czy to prawda? – ogromny drab, który stał na czele zbirów, zbliżył się
w stronę rycerza. – Spodziewaliśmy się jej przyjazdu, ale dopiero za kilka dni…
– Spodziewaliście się? – rycerz nie krył oburzenia. – Jak śmiesz w ten sposób mówić?!
– Wieści o mających nastąpić odwiedzinach księżniczki Kunegundy dotarły do Skaryszewa już dawno… a my nie z napaścią, ale z prośbą do niej … – wyjaśnił zbój.
– Kim jesteś!
– Zwą mnie Skarysz, a to moja gromada – drab ukłonił się. – My do księżniczki Kunegundy mamy sprawę! – przypomniał. – Jeśli nas wysłucha, przejedzie bezpiecznie, jeśli nie… – zbój uniósł groźnie maczugę.
– Niech prawi, o co mu chodzi – rozległ się nagle dźwięczny głos księżniczki, która wychyliła się z głębi okrytego płótnem wozu.
– Pani! – zbój ukląkł, co widząc reszta bandy uczyniła tak samo. – Nam czas porzucić zbójeckie rzemiosło i za grzechy pokutować. Wieść głosi, że sprawiedliwa z ciebie księżna, to i nam opieki nie odmówisz… – zbój Skarysz pokornie opuścił kudłatą głowę.
– W czym mam wam pomóc? Wszak wasze winy może odpuścić tylko Bóg, bo ja nie jestem tak władna – księżniczka, w której widok klęczącego pokornie zbója zbudził bardziej litość, niż strach spojrzała w stronę bandy.
– Skaryszew od Krakowa daleko… To prawda! Ale sława o tobie, pani, dotarła do nas już dawno. Powiadają, że potrafisz czynić prawdziwe cuda…
– Cuda, powiadasz? Jakiż to cud miałabym uczynić w Krakowie, o którym wieść aż tutaj niesie?
– Skaryszew choć mały, gości wielkich panów, a oni powiadają, że gdy przybyłaś do Krakowa i dowiedziałaś się o braku soli w naszym księstwie, pojechałaś do swojej ojczyzny na Węgry, gdzie soli jest w bród. Tam wrzuciłaś do kopalni swój ślubny pierścień…
– Tak mówią – zgodzili się słuchający.
– A potem nakazałaś zebrać najlepszych górników ze swoich kopalni i przyjechałaś
z nimi do nas.
– I to ma być ów cud? – księżniczka uśmiechnęła się.
– To nie wszystko, pani! W pobliżu Krakowa wskazałaś miejsce, gdzie mają drążyć szyb… I oto ledwie pierwsze kilofy uderzyły o ziemię, gdy oczom zebranych ukazały się pokłady soli, a w jednej z dobytych brył znaleziono twój pierścień śluby. Ten sam, który wrzuciłaś do kopalni na Węgrzech – Skarysz umilkł.
– Więc to uważacie za cud? – księżniczka Kunegunda spojrzała zaskoczona na zbója. – A może moi górnicy byli lepsi od waszych i wiedzieli, gdzie szukać i drążyć szyb. Stąd ich odkrycie. Bo prawdą jest, o czym mówisz, że sól znaleźli… Czy oczekujesz, abym to samo uczyniła w Skaryszewie?
– Pani! Moja prośba jest inna… Tu chodzi o zbawienie mojej duszy i dusz tych tutaj… – Skarysz wskazał
w stronę oczekującej bandy. – Wspomniałem o naszych zbrodniach i o tym, że czas nam za winy pokutę czynić. Oto prosimy cię, pani, abyś pozostała tak długo w Skaryszewie, aż wybudujemy w pobliżu obecnego kościółka, świątynię, w której moglibyśmy poświęcić się modlitwie i głosić chwałę Boga. Twoja pomoc i błogosławieństwo sprawi, że na długo będziesz tu sławiona, a my przez to unikniemy kary bożej.
– Dość osobliwa jest twoja prośba – zauważyła Kunegunda. – Ale, jeśli to ma przyczynić się do wzmocnienia waszej wiary i służenia Bogu, zrobię o co prosisz. Prowadź zatem do Skaryszewa, bo noc tuż i niedługo będziemy zmuszeni w puszczy wśród bagien pozostać.
– Prawdę głosili wędrowcy, żeś pani mądra
i sprawiedliwa – Skarysz powstał z klęczek i skłonił się ponownie. – Będziesz przez to na wieki całe sławiona. A do Skaryszewa lewie niecała mila – to mówiąc drab skinął w stronę oczekującej gromady. – Hej, tam! Trakt oświetlić pochodniami, a dobrze, żagwi nie żałować.
I tak oto otoczona zbrojną gromadą zbirów dotarła księżniczka Kunegunda do Skaryszewa, gdzie wraz z dworem bezpiecznie noc spędziła. Nie zapomniała też o danym słowie i rankiem nakazała na rzeczką Kobylanką kopiec usypać, na którym wzniosła dla siebie i orszaku skromną chatę z drewna, w której zamieszkała.
Rok cały musiał jednak minąć zanim stanął kościół w Skaryszewie. I choć przez ten czas w puszczy coś jęczało i wyło, to znów jakiś pogłos ponury echem odbity leciał wśród drzew, pracy nie zaprzestano. Widać zły, o którym tyle powiadano, że zamieszkuje pobliskie mokradła i głusze, widząc wznoszące się coraz wyżej zręby nowego kościoła pieklił się coraz bardziej. Byli i tacy, którzy widzieli nocą, na tle nieba, ogromny cień baby jędzy unoszący się nad ścianami świątyni, a z nim tumany ziemi i pnie drzew, jak mkną z podmuchami wichru w stronę puszczy i moczarów. Niewątpliwie bies krążył po leśnych ostępach, o czym świadczyły słyszane nocą ciężkie postękiwania, to znowu grzmot leciał wzdłuż drzew, to jęk cichy, tłumiony. Czart czaił się, a jego wściekłość rosła. Dopiero nad ranem wszystko uspokajało się
i znowu zapadała cisza.
Na nic zdały się jednak zabiegi biesa, budowa wznoszonego przez zbójców i tutejszych drwali kościoła trwała, aż nadszedł dzień, gdy prace dobiegły końca i świątynia ukazała się mieszkańcom Skaryszewa w całej okazałości. W tym dniu księżniczka Kunegunda ruszyła
z orszakiem w stronę kościoła, aby uczestniczyć w jego poświęceniu i pierwszym nabożeństwie.
Tego widać było za wiele dla czającego się w pobliżu diabła, bo oto ledwie stanęła u wrót domu bożego, ukazał się on nad nim w postaci baby jędzy, okrutnej i szpetnej,
a tak wielkiej, że wzrostem przewyższał kościół.
– Księżniczko ratuj! – rozległy się przerażone okrzyki mieszkańców Skaryszewa.
– Pomóż zgubionym! – wyszeptał zbój Skarysz.
Słysząc słowa i prośby zebranych uniosła Kunegunda rękę do góry, w której złoty krzyż błyszczał i znakiem jego przeżegnała potworną postać jędzy. Zawyła
z wściekłości baba i nim zdumieni ludzie zdążyli zrozumieć co się dzieje, postać jej rozpłynęła się niczym mgła na tle puszczy.
– Dziś – kończył swoją opowieść stary Maciej – w miejscu, gdzie stał domek św. Kingi, oblewany wodą z rzeczki Kobylanki, widnieje jedynie niewielki wzgórek zwany przez niektórych nory. Pozostała też legenda z tamtych czasów, a ona mówi, iż zbój Skarysz i jego banda bogobojnie życia w skaryszewskim kościele dokonali. Przypomina o tym obraz wiszący obok ambony z napisem o tym wydarzeniu.

————————————————————————————————————————-

KOMENTARZ DO LEGENDY

Skaryszew jest jednym z najstarszych miasteczek polskich. W dokumencie z 1198 roku znajdujemy nazwę: Skarisow, w 1234 r. Skarzeszow, w 1264 r. Scaressovia.

W 1228 roku miał tu miejsce zjazd księżnej Grzymisławy – matki Bolesława Wstydliwego, męża Kunegundy (Kingi), o którym wspomina legenda – oraz książąt polskich: Konrada mazo­wieckiego z synami Bolesławem i Kazimierzem oraz dostojników świeckich i kościelnych.

Bolesław urodził się 21 czerwca 1226 jako syn Leszka Białego i księżniczki ruskiej Grzymisławy. Imię otrzymał po swoim pradziadku Bolesławie Krzywoustym. Przydomek Wsty­dliwy pojawił się stosunkowo wcześnie, a wzmiankowany był już w Roczniku franciszkańskim krakowskim. Został on nadany księciu przez jego poddanych z racji ślubów czystości, które książę złożył wspólnie z żoną Kingą (Kunegundą), córką króla węgierskiego Beli IV. Z tego powodu ich małżeństwo nigdy nie zostało skonsumowane. (Zmarli bezpotomnie).

Małżeńska czystość oraz brak pożycia małżeńskiego wynikały z wyjątkowej pobożności i umartwiania oraz szacunku, jakim książę darzył swoją matkę oraz kobiety z najbliższego oto­czenia. Na ołtarze została św. Kinga wyniesiona: przez papieża Aleksandera VIII w 1690, a jej kanonizacji 16 czerwca 1999 r. dokonał w Starym Sączu Jan Paweł II.

Wiele baśni i legend otacza postać św. Kunegundy, której popularne później imię (św. Kinga) pojawia się dopiero w XIV–XV wieku. „Według legendy, gdy polski książę krakowsko-sandomierski Bolesław poprosił o rękę węgierskiej królewny Kingi, ta zwróciła się do swego ojca, aby w wianie nie dawano jej złota i kosztowności, gdyż niosą za sobą pot i łzy ludzkie. Nie chciała też roju służby, bo ta jest znamieniem pychy. Życzyła sobie tylko jednego skarbu – soli, którą chciała dać swej przyszłej ojczyźnie. Król Węgier podarował jej więc najbogatszą kopal­nię Siedmiogrodu w Marmarosz (Prajd). Kinga biorąc ją w posiadanie, wrzuciła do szybu swój zaręczynowy pierścień, zaś w drodze do kraju swego męża zabrała ze sobą doświadczonych górników węgierskich. W Polsce kazała im szukać soli. Znaleźli ją – jak pisze ksiądz Piotr Skarga – „w pierwszym bałwanie [bryle] soli, który wykopano, pierścień się on jej znalazł, który ujrzawszy Kunegunda i poznawszy, dziękowała Panu Bogu, który dziwy czyni tym, którzy Go miłują”.

Chociaż sól bocheńską i wielicką znano w Polsce już wcześniej, to jednak pewne jest, że właśnie za czasów Kingi rozwinęło się jej wydobywanie, prawdopodobnie za sprawą sprowa­dzonych przez nią górników węgierskich. (Źródło: Wikipedia).

O tym zaś, że św. Kinga wielokrotnie przebywała w Skaryszewie pisze ks. Jan Wiśniewski: ”Święta Kunegunda często przebywała w Skaryszewie czas na nabożeństwie przepędzając. Opowiadano księdzu Gackiemu, historykowi Skaryszewa, że ongi zbójca Skarysz ujął w ogrom­nych lasach tutejszych przejeżdżającą św. Kunegundę i nie wprzód ją uwolnił, aż przyrzekła postawić tu kościół, który gdy zbudowała, bogobojnie przy nim życia dokonał. Dotąd piszą ks. Gacki i Sobieszczański, jest wzgórek do 10 łokci wysoki, do 50 łokci średnicy jeszcze mający, nasypany zwany nory, niegdyś obwiedziony wodą, prowadzoną z rzeczki Kobylanki, tuż płyną­cej, uważają dotąd za kopiec gdzie stało św. Kunegundy mieszkanie. Złotousty nasz Skarga w żywocie św. Kunegundy pisze, że gdy królowa wejść chciała do kościoła w Skaryszewie czart się jej w osobie baby wyższej niż kościół ukazał, krzyknęli inni z bojaźni, a ona go krzyżem świętym odpędziła” itd. Dawny obraz na płótnie malowany z odpowiednim napisem, wiszący dawniej obok ambony, przypominał tą legendę” (Wiśniewski J.: Dekanat radomski. RADOM 1911. Reprint Wyd. JEDNOŚĆ. Kielce 2002 s.324).

Z bogatej historii Skaryszewa wspomnieć też należy o innym wydarzeniu, które przeszło do legendy, a po którym do dnia dzisiejszego pozostał ślad. To oczywiście słynne skaryszewskie Wstępy.

„Wstępy”, czyli jarmark konny jest organizowany w Skaryszewie bez przerwy od 1432 (według legendy przywilej targowy nadał sam Władysław Jagiełło w podzięce za dostarczenie koni walczącym w Bitwie pod Grunwaldem). Jarmark był organizowany w maju, w święto Wnie­bowstąpienia Pańskiego. W 1633 król Władysław IV w dekrecie zezwolił by targi koni były w mieście organizowane w pierwszy (wstępny – stąd nazwa) poniedziałek po Środzie Po­pielcowej. I tradycja ta pozostała do dzisiejszego dnia. (Źródło: Wikipedia).

A rzeczka Kobylanka wzięła ponoć swoją nazwę stąd, iż – jak powiadają starzykowie – poił w niej swoje ciężkozbrojne rumaki sam Bolesław Chrobry.

 

Zenon Gierała

Legenda w jpg